Świat wychodzi z kryzysu, który zaczął się w 2008 roku. Wcale nie oznacza to jednak stuprocentowych szans na gigantyczne zyski na giełdach. Wręcz przeciwne – to co najlepsze na rynkach już było.
Ożywienie gospodarcze potwierdzają twarde dane. Popatrzmy choćby na poniższy wykres przedstawiający liczbę nowych bezrobotnych w Stanach zgłaszających się po zasiłek od 2002 roku. Teraz ich liczba jest dokładnie taka sama, jak z początkiem lipca 2008 roku, a więc jeszcze przed upadkiem Lehman Brothers i niewiele wyższa niż w czasach prosperity (lata 2006-2007). Amerykański przemysł, mówiąc krótko już nie zwalnia, a patrząc na inne dane o stopie bezrobocia – wręcz przeciwnie – zatrudnia.

Dane z amerykańskiego rynku pracy korelują z optymistycznymi informacjami napływającymi z Europy – choćby z Niemiec i Polski. Spowolnienie tak – głęboka recesja już nie.
Zmieniają się też realia polityczne – są inne niż w 2008 roku i później, kiedy wybuchł kryzys zadłużeniowy w Europie. Jesteśmy po fali zdecydowanych cięć w budżetach krajowych, po spektakularnych umorzeniach części długu Grecji i akcjach udostępniania taniego pieniądza dla banków realizowanych przez EBC.
Powyższe oczywiście nie eliminuje ryzyka i nie gwarantuje, że świat, mówiąc kolokwialnie, już jest uratowany, ale Europa i rynki są zdecydowanie bardziej teraz niż wcześniej przygotowane na możliwe dalsze problemy Grecji i Portugalii. Nawet scenariusze wyjścia pierwszego z tych krajów z eurolandu nie jawią się już niczym Armagedon, ale już jako przykra, ale całkiem wyobrażalna opcja.
Ale to wszystko, nawet zakładając bardzo optymistyczny scenariusz dalszego wzrostu gospodarczego, nie oznacza, że na giełdach czeka nas teraz marsz na północ – długi i potężny. Rynki kapitałowe i świat realnej gospodarki to nie dokładnie to samo.
Popatrzmy na poniższy tygodniowy wykres Dow Jones Industrial Average. Od marca 2009 roku do końca kwietnia 2011 indeks podwoił swoją wartość – z 6500 punktów do 13000. Obecnie znajduje się na tych samych poziomach, co w maju 2008 roku.

Na potężnym rynku byka trwającym przez od 2009 roku do końca kwietnia 2011 roku można było sporo zarobić. Naprawdę dużo. Jednak wiara w to, że czeka nas teraz podobny, równie silny ruch na północ nie jest oparta na chłodnej ocenie sytuacji. Aby tak się stało na giełdach musiałby się powtórzyć czas szalonych lat 90. Czy to teraz możliwe?
Dlatego wolę mniej optymistyczne podejście – najlepsze na giełdach już było.



