Nie jest normalnym świat, w którym dyrektor Galerii Uffizi, jednego z najcenniejszych muzeów na świecie, w którym znajdziemy dzieła między innymi Leonardo da Vinci, Rafaela i Michała Anioła, zarabia 1780 euro miesięcznie. Ta kwota szokuje nawet w Polsce.
News o powyższych zarobkach trafił do wielu mediów w piątek – żywiołowych komentarzy i polemik raczej nie wywołał. A szkoda. Bo to nie tylko smutna ilustracja priorytetów współczesnego społeczeństwa (tym razem włoskiego), które pracę muzealnika w swojej czołowej placówce wycenia na przysłowiowe grosze, ale również cenny głos do dyskusji o tym, czy zarobki powinny być jawne…
Skoncentrujmy się na tym drugim. Jałowych uwag o tym, że szef Galerii Uffizi powinien zarabiać wyraźnie więcej niż teraz, nie chcę tutaj przytaczać – to oczywistość.
Zatem – myślę, że z łatwością można znaleźć wiele argumentów za tym, by zarobki były jawne i mniej za tym, by było na odwrót.
Zacznijmy od uwagi ogólnej. W liberalnej poliarchii nagradza się przede wszystkim pieniężnie. Poza tym ten system bazuje, albo lepiej bazować powinien (wtedy działa najlepiej), na maksymalnej możliwej transparentności – po to są media, po to istnieje dodatkowo np. instytucja komisji parlamentarnej czy zapytań poselskich itp., itd.
Ukrywanie poziomu zarobków kłóci się z powyższym – stwarza pole do nadużyć i podejrzeć. Zaczynamy nagradzać sprytnych i oszustów, oszczędzamy na niedoinformowanych – vide: wynagrodzenia dyrektora Galerii Uffizi. Gdyby poziom dochodów znanego muzealnika znany był wcześniej, społeczna krytyka spowodowałaby ich zmianę – w tym wypadku z korzyścią nie tylko dla szefa placówki, ale i dobra samej placówki oraz zgromadzonych w niej skarbów.
Przykładów, delikatnie mówiąc, wyciągania dodatkowych korzyści z faktu ukrywania informacji o zarobkach znaleźć możemy mnóstwo. Śmiem twierdzić, że absurdalny poziom wynagrodzeń szefów banków oderwany całkowicie od stanu instytucji, którymi kierują, nie miałby miejsca na taką skalę, jak ostatnio, gdyby powyższe dane dużo wcześniej przebiły się do wiodących mediów.
Tajemnicą poliszynela jest też fakt, że ukrywanie zarobków w sporej części firm w Polsce służy wyłącznie wąskim interesom ich właścicieli. Może i ułatwia zarządzania personelem, ale z ewidentną szkodą dla pracowników – zarabiają mniej, bo w swojej wielkiej naiwności nie wiedzą o tym, że sprytniejszy kolega wynegocjował więcej szmalu.
Tu zresztą, tak na marginesie, pojawia się jeszcze jeden wątek – związki zawodowe. Są tacy – i nie ma ich mało – którzy twierdzą, że tam gdzie działają związki zawodowe zarobki pracowników są większe. To być może należy wiązać również z tym, że w tych firmach zarobki są zdecydowanie bardziej jawne niż w tych, w których związkowców nie ma.
Tu oczywiście dotykamy również wątku związanego z tym, co jest lepsze – kiedy pracownik dostaje więcej pieniędzy, czy kiedy w większości zostają one w rękach właścicieli? Stawiam na to pierwsze – nie tylko z powodów utylitarnych oraz z braku wiary w to, że dodatkowe środki pracodawca przeznaczy przede wszystkim na inwestycje, ale dlatego, że praktyka biznesowa podpowiada, że te firmy, gdzie zarobki są wyższe zwykle radzą sobie lepiej na rynku od tych preferujących niewolnicze warunki pracy.
Co gorsza, ukrywanie informacji o zarobkach, zdaniem niektórych, ma stać się, i czasem się staje, czymś tak oczywistym, jak unikanie spacerów bez ubrania po ulicy. Powiedz mi ile masz pieniędzy – a wiem już o Tobie wszystko – myślą ci, którzy w głębokiej tajemnicy nie chcą się z nikim dzielić informacjami o swoich dochodach. Cóż… Bardzo smutny jest świat, w którym na wszystkich patrzymy wyłącznie przez pryzmat dochodów każdego człowieka. Może i taki zresztą on już jest – ale to na pewno nie jest ani fajne, ani zgodne z większością głoszonych głośno fundamentalnych norm społecznych.
-----------------------------------
PS: Jak w praktyce realizować postulat jawności zarobków? Każdy ma mówić ile zarabia? To komunistyczna utopia. Lepiej skorzystać z rozwiązania praktykowanego w polskim Sejmie. Publikuje on zarobki posłów. Firmy mogę więc analogicznie ujawniać poziom dochodów na danym stanowisku. Ja po prostu chcę wiedzieć, ile w Polsce płaci się profesorowi uniwersytetu, dyrektorowi banku, urzędnikowi skarbowemu i kierowcy ciężarówki. To ile zarabia dokładnie mój sąsiad nie jest ważne…